Od dzikiego dzika do miziaka. Roczne kotki szukają domów. Szczepione, wysterylizowane, zdrowe, ciekawskie, samodzielne... cudne. Ich brat już znalazł, one wciąż czekają na swoich Ludzi.
pr  MiauKot CIACH!bezdomność

Na pokojach...

czwartek, 24 stycznia 2013

Uprzejmie donoszę, że dziewczyny nie tylko żyją i wciąż mieszkają u mnie, ale też ładnie się cywilizują. 

Nie pamiętam, kiedy Soda syknęła na mnie po raz ostatni, kiedy podniosła łapę, sygnalizując, że nie życzy sobie brukania swego futerka przez moje ludzkie niegodne łapska. Jakiś czas temu wzięłam ją w ręce i przeniosłam sprzed monitora w okolice parapetu. Myślałam, że to mój rezydent, Karol... O dziwo - przeżyłam :) Prawdziwym testem będzie wizyta w lecznicy: zastanawiam się, czy lojalnie poinformować o niej z wyprzedzeniem, żeby weci zdążyli się psychicznie przygotować, czy wziąć ich z zaskoczenia :d 

Wczoraj Sodziak obchodził dzień miłosierdzia dla dwunogów: jako że rozkłada mnie jakieś przeziębienie (ledwo wróciłam do roboty po miesięcznej nieobecności) i czas spędzam głównie w łóżku, większość futrzaków wiernie mi tam towarzyszy. Soda ułożyła się obok mnie na poduszce - wytrzymała chyba z 10 minut, ale to megasukces!, a w nocy przyłapałam gadzinę na tym, że rozłożyła się na mojej własnej klatce piersiowej. Nie spała, ale poza była zdecydowanie charakterystyczna dla kota relaksującego się. Oooo! I  przed kilkoma dniami sama podeszła i strzeliła barana mojej łydce. 

Kokotek pozwala się wziąć na ręce, mogę obcinać jej pazurki w przednich łapkach (u Sody nie próbowałam - jakieś resztki instynktu samozachowawczego odradzają podjęcie tego kroku - zarżnęła wszystkie moje drapaki w związku z powyższym), mizia się, barankuje, mruczy, łazi za mną - a właściwie przede mną, kontrolując, dokąd idę i prostując tylne nogi - zupełnie tak samo robiła moja rezydentka, z którą niestety musiałam się pożegnać w czerwcu :( Wciąż jest płochliwa, ale jak złapie fazę: miziaj-mnie-miiiiziaj!, to trudno się odegnać. Obie mruczą na potęgę!

A jako że we wrześniu jakiś tchórzliwy matoł wolał pozbyć się problemu i podrzucił mi pod drzwi dwu- trzymiesięcznego szkraba marki śmietnikowiec czarny - model żeński, cała trójeczka zgodnie podczas zabaw demoluje mi mieszkanie :)  Pojawienie się czarnej ładnie wpłynęło na te dwa dzikusy - nie umiem tego wyjaśnić... 

O właśnie - gdyby ktoś reflektował: czarna, żółtooka Stefcia, odrobaczona i wysterylizowana, wciąż bez szczepień niestety, zdrowa, wesoła mądrala szuka odpowiedzialnego domu.

Przed sterylką:


Pozdrowienia serdeczne dla Wowka i jego Dużych! :)

czwartek, 23 lutego 2012

 

Niop...

I co tu komentować :)  

poniedziałek, 13 lutego 2012

Ofiarą KokoDyla padł gumowy pajączek. Został wywleczony do kuchni i porzucony. 

Na drugim filmiku uwieczniono kradzież naszyjnika. Zwracam uwagę na precyzję, z jaką kradziej operuje pazurkiem oraz sposób przenoszenia zdobyczy ;) Pewna rolę odegrała również Saba (tu w roli żandarma: coś się dzieje - trzeba interweniować. Spokój ma być!)

:D

Nieco mi łapą zarzucało, pardonez-moi :D

Proces psucia się oprogramowania 

Słodziana (wiecie: jestem dzikidzikniedotykalskiipodszafąniknący) postępuje. 

Odwiedziła mnie mama. Sody, która jest u mnie od roku, na oczy dotąd nie widziała. No właśnie... A widziała (i wiedziała) ewko, że to było dobre (sesese). A dzisiaj...

Kto wylazł, by sprawdzić, któż to nas zaszczycił swą obecnością? 
Kto najpierw wystawił kawałek ucha zza tapczanu?
Kto następnie zażółcił ślepiami, łypiąc nimi na przybysza? 

Potem już poszło: łepetyna, za nią reszta kota. Łepetyn ziewnęła, reszta zwierza przybrała pozycję: koci grzbiet robim, czego się gapisz?!, po czym Słodzian wystawił ogon niczym łódź podwodna peryskop i heja... przeparadował przed gościem, zmierzając w kierunku kuchni. 

Oczywiście tak naprawdę bardzo cieszą mnie postępy, jakie czynią dziewczyny ;)

Soda i jej charakterystycznie przymrużone oczęta:

 POWIĘKSZENIE ;)

Nuuuuda, panie...

Jeśli chcesz adoptować dziewczyny, skontaktuj się z DT:  ewko77@gazeta.pl

niedziela, 12 lutego 2012

Miaukotki polecają się pamięci  ;)

sobota, 11 lutego 2012

Tymczasiątko i jej ślepka:

Tu na pierwszym planie tyłek myszy i lewy profil biedronki :)

Tajna kocia broń - ten chwyt zmiękczający serce ludzia powinien być zabroniony!

Toaleta:

Dokładna bardzo:

Rejtan:

Koniec. Senny kotek:

O, a propos toalety: Koko i Soda opracowały specyficzny sposób drapania się tylnymi kończynami po łepetynach. Moje koty najpierw siadają na zadku i dopiero uruchamiają element drapiący, z kolei tymczasiątka załatwiają to na stojąco. Widok przedni :D

czwartek, 09 lutego 2012

Wiadomo, że Kokoś nie jest kotkiem, który pozwoli się poprzewracać na wszystkie strony, pooglądać, czy wszystko OK. Jakiś czas temu na jej ogonku wyczułam zgrubienie. Nie interesowała się nim, ogon sprawny, a że i tak mamy jechać do weta w celu zaszczepienia dziewczyn (dziś spojrzałam wreszcie w książeczki), chciałam  machnąć wszystko za jednym razem. 

Już rano zauważyłam, że Koko w okolicach ogona, ale potem zaczęła czyścić futro, więc uznałam, że zwyczajnie kot się myje, prawdaż. Wolno mu. Koparka lekko mi opadła przed chwilą, kiedy zauważyłam, że sierstka na ogonie zmierzwiona. Wykorzystałam moment, kiedy Koko nie złapała jeszcze pełnego kontaktu z rzeczywistością (właśnie się obudziła) i pod pozorem zachęcenia jej do zabawy myszką, przejechałam po ogonie: zgrubienia nie wyczułam - nie wiem, czy we właściwym miejscu macałam, fakt faktem :/ - za to widziałam rankę.

Chyba któraś moja cholera ją ugryzła :(  Podejrzewam, że to robota któregoś z moich rezydentów. Soda się nimi zupełnie nie przejmuje, wykorzystuje każdą okazję, żeby się do któregoś futra przytulić -  dzisiaj uprawiała regularne zapasu z wujem Jurkiem ;) , za to Koko ratuje się ucieczką, co tylko napędza akcję :( 

Kokotek zasługuje na spokojny, własny dom :(

Tu z siostrą:


kontakt: ewko77@gazeta.pl

niedziela, 05 lutego 2012

....przegiął pałę!

Zołza postanowiła wyjść spod szafy podczas bytności brata mego rodzonego, któren o jej istnieniu nie wie i wiedzieć nie powinien z powodów, o których już pisałam (w skrócie: nie chce mi się słuchać bleblania o tym, że mi odbiło). Do tej pory układ był jasny: przychodzi W. - tymczasów NI MA! 

Sodzianowi nie tylko znudziło się ukrywanie pod meblem, nie tylko wylazł i siadł przed szafą, nie tylko polazł do kuchni, paradnie niosąc ogon w górze, zamiast przemykać cichcem, szorując podwoziem po kafelkach jak normalny szanujący się kot panikarz... Śmiała, zaraza jedna, wrócić do pokoju i poważnie rozważać, czy se czasem na łóżku nie zalec... W końcu zima, nie? Od podłogi ciągnie... o_0 

Rozbestwiło się tałatajstwo... 

;)


sobota, 21 stycznia 2012

Praca przed komputerem ma to do siebie, że dobrze jest widzieć monitor, prawda?

W chwili kiedy kocie plecy, głowy, ogony, uszy itp. kręcące się przed ekranem sprawiły, że mój wnerw osiągnął poziom niewróżący nic dobrego, zaczęłam na ślepo zrzucać tałatajstwo (w sensie koty, nie że tak osobno te uszy, grzbiety i w ogóle) z biurka. Kryterium selekcji było proste: masz na nogach więcej kłaków niż ja - fruwasz, gnomieupierdliwydarmozjadziejeden!

Koty, wiadomo: jest panci wnerw, jest impreza, zrzucone  - wracały. Jedno takie było szczególnie namolne. No ok, sytuacja krytyczna wymaga podjęcia szczególnie drastycznych kroków. Postanowiłam zamiziać dziada na śmierć: wytarmosiłam policzki - cały czas lampiąc w monitor - wytarmosiłam uszy, boki, postawiłam irokeza na grzbiecie - nic. Stoi to, tuli głowę do mojego czoła, nadstawia łopatki i szyję... Stroszy nasadę ogona... I w tym momencie coś mi przestało pasować: chwiłunia. U mnie tylko dwa koty stroszą ogon, kiedy im fajnie. Koko i Soda o_0

Tak więc... 

Panny powinny znaleźć dom jak najszybciej: są u mnie od grudnia 2011 roku, do dziś o ich istnieniu nie wie część mojej rodziny (wpadają rzadko, a koty na widok obcych znikają pod szafą) i wolałabym, by  tak zostało (ilu kazań można w życiu wysłuchać, prawdaż :d). Kociska psują ten idealny układ: po pierwsze podczas bytności niektórych gości - sie mnie rymło było - zaczynają wyłazić spod szafy czy z tapczanu, po drugie dzisiaj po raz pierwszy trzymałam  na rękach Sodę. 

Co więcej: Słodzian nie próbował mnie chapsnąć, nadal mam wszystkie palce na swoim miejscu, no i najważniejsze: trwało to może ze 30 sekund, ale wypuszczony kot wrócił na biurko i kontynuował akcję: uszka - baczki - grzbiecik - główka :) 

 

PS. Hyhy, ciekawe, jakich wyznań oczekiwali blogerzy sugerujący sie brzmieniem  tytułu :D Pozdrawiam :) 

sobota, 31 grudnia 2011

Ten chudy przecinek, wzięty na ręce, zdradza wielki sekret: może wygląda jak sznurówka, ale swoje waży :d Pełen relaks prawda? Koko jeszcze nie wie, że dzisiaj czekają na nią akustyczne wyzwania... Sylwester, zabawa, fajerwerki... spłoszone ptaki, uciekające psy, przerażone koty. 

Gorąco popieram założenia akcji Nie strzelam w Sylwestra!

Jak pomóc zwierzakowi przeżyć tę noc? Przeczytasz tutaj.

 

 

Udanego i bezpiecznego Sylwestra wszystkim - dwu - i czworonożnym! 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8