|
Blog > Komentarze do wpisu
Mój pierwszy razPraca przed komputerem ma to do siebie, że dobrze jest widzieć monitor, prawda? W chwili kiedy kocie plecy, głowy, ogony, uszy itp. kręcące się przed ekranem sprawiły, że mój wnerw osiągnął poziom niewróżący nic dobrego, zaczęłam na ślepo zrzucać tałatajstwo (w sensie koty, nie że tak osobno te uszy, grzbiety i w ogóle) z biurka. Kryterium selekcji było proste: masz na nogach więcej kłaków niż ja - fruwasz, gnomieupierdliwydarmozjadziejeden! Koty, wiadomo: jest panci wnerw, jest impreza, zrzucone - wracały. Jedno takie było szczególnie namolne. No ok, sytuacja krytyczna wymaga podjęcia szczególnie drastycznych kroków. Postanowiłam zamiziać dziada na śmierć: wytarmosiłam policzki - cały czas lampiąc w monitor - wytarmosiłam uszy, boki, postawiłam irokeza na grzbiecie - nic. Stoi to, tuli głowę do mojego czoła, nadstawia łopatki i szyję... Stroszy nasadę ogona... I w tym momencie coś mi przestało pasować: chwiłunia. U mnie tylko dwa koty stroszą ogon, kiedy im fajnie. Koko i Soda o_0 Tak więc... Panny powinny znaleźć dom jak najszybciej: są u mnie od grudnia 2011 roku, do dziś o ich istnieniu nie wie część mojej rodziny (wpadają rzadko, a koty na widok obcych znikają pod szafą) i wolałabym, by tak zostało (ilu kazań można w życiu wysłuchać, prawdaż :d). Kociska psują ten idealny układ: po pierwsze podczas bytności niektórych gości - sie mnie rymło było - zaczynają wyłazić spod szafy czy z tapczanu, po drugie dzisiaj po raz pierwszy trzymałam na rękach Sodę. Co więcej: Słodzian nie próbował mnie chapsnąć, nadal mam wszystkie palce na swoim miejscu, no i najważniejsze: trwało to może ze 30 sekund, ale wypuszczony kot wrócił na biurko i kontynuował akcję: uszka - baczki - grzbiecik - główka :)
PS. Hyhy, ciekawe, jakich wyznań oczekiwali blogerzy sugerujący sie brzmieniem tytułu :D Pozdrawiam :) sobota, 21 stycznia 2012, ewko77
|